Baza wyszukanych haseł
WYGRALISMY ! - czesc II

Hektor pisze:[color=blue]
> gdzie pojechać aby kupić spalinową kosiarkę ca.1000 zł z dużym koszem ?[/color]

he he, też właśnie szukam kosiarki w tym przedziale. moje typy to na razie:

Solo 540X za 995 zł
[url]http://www.solo.krakow.pl/index.php?products=product&prod_id=25[/url]

lub
Stiga Collector 46B za ok 990zl
[url]http://gardenshop.pl/product_info.php?products_id=3176[/url]

Oglądałem trochę kosiarek na Castoramie/Obi/Praktikerze jeśli chodzi o
marki to same dziwne wynalazki typu Alko, MTD itp.

Wojtek

Izabela napisał(a):[color=blue]
> Witam !!!
>
> Gdzie w Krakowie można kupić kosy spalinowe. Byłem w OBI, Castoramie i LM.
> Może być też w okolicach Krakowa.
>
>
>[/color]
Przy wjeździe do krakowa od południa jest punkt Husqwarny, na przeciwko
sklep z kosiarkami i kosami, przy placu imbramowski.


Użytkownik "Izabela" <izusia77@interia.pl> napisał w wiadomości
news:e7mg25$huf$1@atlantis.news.tpi.pl...[color=blue]
> Witam !!!
>
> Gdzie w Krakowie można kupić kosy spalinowe. Byłem w OBI, Castoramie i LM.
> Może być też w okolicach Krakowa.[/color]

No to jak byłeś, to już wiesz, że tam można kupić :)

Można też np w sklepie ogrodniczym koło Kabla (przy Malborskiej, na
przeciwko BP) - z tego co pamiętam, to można też je tam chyba wynająć.

PW


Witam.
Plecam SOLO 130 - 1495 zł. Długo szukałem kosy spalinowej i przejrzałem mnóstwo ofert na internecie. W końcu zdecydowałem się na SOLO, choć troszkę słabszy model.
Podaje stronę. Tam też można ściągnąć pełny cennik.
http://www.solo.krakow.pl/index1.html


Witam.
Plecam SOLO 130 - 1495 zł. Długo szukałem kosy spalinowej i przejrzałem mnóstwo ofert na internecie. W końcu zdecydowałem się na SOLO, choć troszkę słabszy model.
Podaje stronę. Tam też można ściągnąć pełny cennik.
http://www.solo.krakow.pl/index1.html
W tej cenie kupiłem dwa dni temu stihla FS-85. Co prawda 1.3KM, ale nie zauważyłem braku mocy mimo koszenia metrowych chaszczy. Kosiłem tylko żyłką (około 20 arów).

P.S. W podanym przez Ciebie linku w cenie 1495zł jest tylko model 129 (130 nie ma w ogóle).

Cytat:
No, ale do nowego wyglądu też trzeba przywyknąć. Pierwsze wrażenie jest takie, że przednie skrzydło wygląda jak szufla do śniegu, a tylne jak konstrukcja budki telefonicznej A mnie się podoba bardziej taki właśnie. Uproszczony i bardziej czysty w formie.
BTW na wystawie bolidów w Galerii Krakowskiej można było zobaczyć jak to ewoluowało w czasie i bywało ciekawie :mrgreen:
Swego czasu bolidy przypominały takie większe kosiarki spalinowe [rotfl]

dziwnie sie czuje bedac całkowicie zdany na siebie z gotowaniem, ciesze sie ze moge robic to co lubie, czasami stawiam sobie wyzwania zrobienia czegos co gdzies sprobowalem, smakowalo mi, ale nigdy nie probowalem tego robic, i tak oto sie nauczyelm robic jakies panierowane rybki czy inne takie rzeczy. a głupio mi, bo czuje sie z tym jak rodzynek. wszyscy do okoła albo się stołują, albo dostają z domu gotowce do podgrzania, albo jeżdzą co tydzień dwa do domu lub mieszkają w krakowie i mają z głowy, a ja tu z drugiego krańca polski zdany tylko na siebie, bo raczej nie wyobrazam sobie wozić co święto około 50 słoików albo 50 pojemników z gotowymi daniami od mamusi i tatusia na przeżycie do następnych świąt.

upolować to i owszem, jagody, jablka, czereśnie, truskawki, maliny. na dżemy, soki, ciasta itede. ewentualnie jajka w kurniku czy grzyby w lesie. na rybkę raczej bym się nie skusił, chociaż w trakcie trwania jakiegoś spływu pewnie tak. polować mogę jeszcze na groszek, pomidory, ziemniaki i sałatę i inne warzywka. na zboże na mąkę polować raczej głupio, chociaż przyznam się że lubię smak ziaren przeżyta na przełomie czerwca i lipca.

co do zmywania: każdy powinien zmywać po sobie, chociaz kiedys nie było problemu czy to ja zmywałem czy partnerka, zazwyczaj lepszy układ to : ja gotuję, ty zmywasz albo na odwrót. teraz nie ma partnerki i tez nie ma problemu xD. ale przyznam się że nie lubię syfu w kuchni. jakieś tam plamki czy okruszki mogą się walać, ale jak się narobi tego dużo to zaburza to już moje poczucie estetyki jak i szacunku do miejsca w którym się gotuje.


dodam również że lubię kosić trawę XD zarówno za pomocą kosiarki spalinowej, elektrycznej, wykaszarki ręcznej, czy kosy, włącznie z pełną obsługą powyższych jak i wyklepywaniem kosy. ale nie tylko kosę mogę wyklepać :twisted evil:

Witam !!!

Gdzie w Krakowie można kupić kosy spalinowe. Byłem w OBI, Castoramie i LM.
Może być też w okolicach Krakowa.



Była sobie na allegro kosiarka spalinowa. Odpowiadała nam pod każdym względem, więc ją wylicytowaliśmy. Oczywiście uprzednio sprawdziliśmy, że sprzedający ma mnóstwo pozytywnych komentarzy od różnych nabywców.
Natychmiast przelaliśmy pieniądze i spokojnie czekaliśmy. Czekaliśmy. Czekaliśmy...
Czekanie zaczęło się przedłużać, ale poczta akurat strajkowała, więc nie wzbudziło to naszych podejrzeń. W końcu jednak napisaliśmy do sprzedającego z pytaniem, czy wysłał kosiarkę, kiedy i w jaki sposób. Okazało się, że strajkująca poczta nie miała nic wspólnego z naszym (już naszym, bo zapłaconym) sprzętem.
I tu na scenę wkracza firma kurierska - jako szwarccharakter (za pisownię przepraszam wszystkich miłośników języka Goethego) z komedii kryminalnej.
Zanim wrócę do fabuły, należy się wyjaśnienie. Otóż mieszkamy przy całkiem nowej ulicy. O jej istnieniu nie wie prawie nikt poza firmą ochroniarską i listonoszem. Dotychczas firmy kurierskie radziły sobie jednak w bardzo prosty sposób - dzwoniły do nadawcy, ten podawał nasz telefon, kurier dzwonił do mnie i był naprowadzany zdalnie na cel.
Sprzedający skontaktował się z firmą kurierską i przekazał nam zaskakującą wiadomość: otóż ponoć dnia 2 czerwca o godzinie 13.00 któreś z nas odebrało od kuriera kosiarkę i podpisało odpowiednim nazwiskiem. Zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy nie cierpię na jakieś zaniki pamięci. Może odebrałam kosiarkę, podpisałam i... zapomniałam? Pijana nie byłam na pewno...
Zapewniliśmy nadawcę, że osobą podpisującą się pod listem przewozowym nie było żadne z nas. Monitowana przez nadawcę firma obiecała przesłać skan rzekomo naszego podpisu. Co by to miało dać? Nie wiemy.
Ponieważ sprawa utknęła w martwym punkcie, zadzwoniłam do firmy kurierskiej (numer podał sprzedawca kosiarki). Odebrała miła pani o kiepskiej dykcji (wciąż nie wiem, jak się ta firma nazywa). Początkowo utrzymywała, ze przesyłka została dostarczona, ale, gdy zaproponowałam wizję lokalną z udziałem policji i kuriera, który miałby wskazać, gdzież to dostarczył naszą kosiarkę, pani zmieniał wersję. Okazało się, że... kosiarka jest "na magazynie" w Krakowie. Już nie wnikałam w zaskakujący system przechowywania przesyłek na dachu magazynu, bo poczułam się lekko zaskoczona. To w końcu jak??? Dostarczyli przesyłkę 2 czerwca o 13.00 i mają podpis odbiorcy oraz... kosiarkę na dachu magazynu??? Pani była bardzo miła i grzecnie przytakiwała wszystkim moim słowom, łącznie z wyrażoną bez ogródek opinią na temat firmy, jakości jej usług i nieporadności kurierów. No to co miałąm zrobić? Przecież nie będę opieprzała Bogu ducha winnej pani z Warszawy za niezbyt błyskotliwych pracowników z Krakowa! Podałam numer telefonu do przekazania kurierowi i przyjęłam obietnicę, że jeszcze tego dnia zobaczę kosiarkę na własne oczy. Przyjęłam ją z przymrużeniem tychże, bo nie wierzyłam, żeby byli w stanie jeszcze tego samego dnia wysłać kuriera. I miałam rację. Nawet dużo racji. Za dużo...
Tymczasem nadawca poinformowany, że kosiarka stoi "na magazynie" w Krakowie zapienił się ze złości, bo... tegoż samego dnia dzwonił do firmy i pewnie ta sama pani poinformowała go, że... wyślą dowód odebrania przesyłki rzekomo przez nas podpisany...
Minął dzień i drugi. Kosiarki nadal nie widzą moje piękne oczy. Ba, nikt nie dzwoni...
Zadzwoniłam więc ja. Kolejny raz dowiedziałam się, że... kosiarka zarazem została odebrana i czeka "na magazynie". Cudowne rozmnożenie kosiarek!!! To niech już ten ktoś, kto ją odebrał ma klona naszej kosiarki, byleśmy wreszcie też zobaczyli nasz egzemplarz.
Sprawa drgnęła nieco, bo po chwili zadzwoniła do mnie pani z Krakowskiego oddziału firmy. Lekko obrażonym głosem zapytała, czy jutro ktoś będzie w domu. Poinformowałam, w jakich godzinach ktoś może być, a pani zaproponowała mi podanie numeru do kuriera, żeby sobie do niego podzwoniła! O nie! To kurier ma dzwonić do mnie!
Chyba oddział warszawski stracił zaufanie do krakowskiego, bo po chwili odezwala się pani z Wawy i sprawdziła, czy koleżanka z Krakowa dzwoniła do mnie.
Cdn. (mam nadzieję, że krótki)




© WYGRALISMY ! - czesc II Design by Colombia Hosting